Jak zorganizować klasowe Mikołajki, żeby nikt nie został z boku

Klasowe Mikołajki psują się zwykle w ten sam sposób. Jedno dziecko przynosi zestaw Lego za 120 zł, drugie dostaje długopis, ktoś wylosował sam siebie, a Zosia, której rodzice nie zdążyli przeczytać wiadomości na Librusie, stoi bez prezentu. Wszystko to da się załatwić trzema decyzjami na początku listopada.
Limit wydatków ustal jako pierwszy
W podstawówce dobrze działa 20 do 30 zł, w liceum 30 do 50 zł. Za 25 zł kupisz w Empiku tom serii, którą dziecko akurat czyta, zestaw pisaków albo małą grę karcianą, więc nikt nie musi kombinować. Wyższy limit brzmi hojnie, ale w klasie z 26 dziećmi zawsze trafi się rodzina, dla której 50 zł w grudniu to realny wydatek.
Wyślij rodzicom jedną wiadomość: kwota, data wręczania, do kiedy mają odpisać i czego nie kupować. Domowe wypieki i słodycze lepiej wykluczyć od razu, bo alergii w klasie nie znasz na pamięć. Udział jest dobrowolny, a dziecko, które nie bierze udziału, nie powinno tego dnia siedzieć z pustymi rękami. Kilka drobiazgów z klasowej składki załatwia sprawę.
Losowanie zrób online, karteczki zostaw w szufladzie
Karteczki w czapce mają dwa stałe problemy: ktoś wyciąga własne imię, a ktoś inny opowiada koledze, kogo wylosował, zanim skończy się przerwa. Możesz wylosować imiona online: wpisujesz listę klasy, podajesz budżet, a każdy uczestnik dostaje mailem tylko imię osoby, którą wylosował. Nikt z uczestników nie widzi całej układanki. Ty jako organizator możesz w ustawieniach sprawdzić, kogo wylosowało konkretne dziecko, gdyby coś poszło nie tak.
W młodszych klasach maile powinny iść na adresy rodziców. Rodzic i tak będzie z dzieckiem kupował prezent, a tajemnica ma większe szanse przetrwać do 6 grudnia.
Krótka lista życzeń zamiast zgadywania
Najtrudniej kupić prezent koledze z klasy, z którym dziecko nigdy nie rozmawiało. Poproś rodziców, żeby razem z dzieckiem założyli listę życzeń z trzema do pięciu pomysłami w granicach limitu. Tyle wystarczy, żeby kupujący miał wybór i wciąż zmieścił się w budżecie.
Na liście dziesięciolatka dobrze wyglądają tomy „Dziennika cwaniaczka”, kredki Faber-Castell, Dobble albo figurka z ulubionej serii. Elektronika, cokolwiek z ekranem i zabawki robiące hałas odpadają, bo pojawią się na lekcji jeszcze tego samego dnia.
Nie każda rodzina ma na to pieniądze, nie każda obchodzi święta
Mikołajki 6 grudnia są w Polsce tak powszechne, że mało kto o tym myśli, ale w klasie może być dziecko z rodziny, która nie obchodzi świąt, albo takiej, dla której nawet 20 zł w tym miesiącu to problem. Jeśli wiesz, że kogoś dotyczy ta pierwsza sytuacja, nazwij wydarzenie po prostu „klasową wymianą prezentów”. Nic to nie kosztuje i nikt nie musi się tłumaczyć na forum klasy.
Na drugą sytuację najlepiej działa cichy fundusz. Rada rodziców albo dwie, trzy rodziny, które mogą dołożyć więcej, finansują anonimowo dwa lub trzy prezenty. Wychowawca wie, kto z tego korzysta, reszta klasy nie. Każde dziecko, które bierze udział, daje jeden prezent i jeden dostaje, i na tym koniec dyskusji.
Samo wręczanie zasługuje na całą godzinę lekcyjną
Nie upychaj wymiany w ostatnie dziesięć minut przed dzwonkiem. Dzieci lubią zgadywać, kto był ich Mikołajem, więc daj im na to czas albo poproś, żeby do prezentu dołączyły jedną podpowiedź. Muzyka, mandarynki i pierniki, jeśli szkoła na to pozwala, robią więcej niż dekoracje. Zdjęcia tylko za zgodą rodziców. Część dzieci nie znosi być w centrum uwagi, więc lepiej wręczać prezenty w kilku małych grupach zamiast na środku klasy.
Losowanie z budżetem i listy życzeń uczestników możesz ustawić jako Tajnego Mikołaja online w jeden wieczór, a rodzice dostają wszystko mailem.





